Historia

W lecie roku 2014, grupa znajomych postanowiła zagrać w Quidditch wzorując się na rozgrywkach za granicą. Kolejne osoby dołączały aby pograć w ten nietypowy sport. Ćwiczyli w parku na Polach Mokotowskich w Warszawie. Nie mając profesjonalnego sprzętu, wieszali pętle na gałęziach drzew. Było bardzo amatorsko, 4fun.

To był początek drużyny, ówcześnie zwącej się Płonące Miotły Zagłady. Swój pierwszy mecz zagrali przeciwko drużynie Quidditch Hussars podczas zlotu fanów Harry'ego Pottera pod koniec sierpnia 2014. Nie poszło im zniewalająco dobrze, ale nie zrazili się i postanowili polepszyć swoje umiejętności. Dzięki rozgłosie, jaki uzyskali grając na zlocie, kolejne osoby dołączyły do drużyny.

Kolejny etap w historii drużyny odbywa się na warszawskiej Białołęce, gdzie z powodów technicznych drużyna przeniosła swoje treningi. Zaczęli się zastanawiać nad drużyną, jej nazwą i wizerunkiem. W drodze głosowań i sporów, trwających parę tygodni, wybrano nową i nazwę i stworzono logo: Warsaw Mermaids. Treningi trwały dalej, Quidditch zaczął cieszyć się zainteresowaniem na konwentach, gdzie zawodnicy z zarówno Warsaw Mermaids jak i Quidditch Hussars przedstawiali jak grać.

Nadeszła zima, a z nią Boże Narodzenie. Z tej okazji został zorganizowany świąteczny mecz między Warsaw Mermaids i Quidditch Hussars. Po raz pierwszy Syrenki zagrały w drużynowych koszulkach.

Niestety po raz drugi ponieśli porażkę z rąk Husarii, ale widać było, że poziom gry obu drużyn jest co raz bardziej wyrównany.

Z powodu zimy i różnych innych powodów, na treningi Syrenek zaczęło przychodzić coraz mniej osób. To był trudny okres, szczególnie ponieważ zbliżały się Mistrzostwa Polski w Quidditchu. Dzięki Jonathanowi, który przyjechał z Kanady na semestr do Polski, Syrenki w minimalnym składzie przystąpiły do trzeciej potyczki z Husarią. I wygrały! Zdobyły tytuł Mistrza Polski, chociaż wszyscy przyznają, że Mistrzostwa Polski na dwie drużyny są niespotykane.

Sezon 8 (2014/2015) się skończył. Warsaw Mermaids ucierpiało poważne straty w ilości zawodników. Postanowili zrobić nabór, aby w sezonie 9 zyskać rozgłos nie tylko w Polsce ale i na świecie. Dzięki regularnym treningom, zaczęli podnosić swoje umiejętności. Nowa drużyna oznaczała również zmiany w wizerunku: nowe logo i nowe koszulki.

Przegrana w II Mistrzostwach Polski tylko dodała im rozpędu. Jasno formuje się cel Syrenek: odzyskać tytuł Mistrza. Będą teraz trenowali więcej i ciężej niż dotychczas, a w następnych mistrzostwach wygrają.

Pierwszą okazję do nauki dostali jadąc na Puchar Europy, gdzie zmierzyli się z drużynami z Francji, Malagi, Austrii i Wielkiej Brytanii. Obserwując grę innych drużyn i wdrażając nowe zagrania na treningach, zaczęli podnosić swój poziom.

Kolejną okazją były Mistrzostwa Świata, na które pojechało 8 Syrenek w ramach reprezentacji Polski, wraz z zawodnikami z pozostałych polskich drużyn. Widząc poziom drużyn takich jak USA, Australia i Kanda, zauważyli potrzebę wiekszej ilości ćwiczeń kondycyjnych i taktycznych.

Mimo wakacji i wyjazdów, Syrenki nie przerwały treningów utrzymując formę. Kiedy nadeszła jesień, podjęli decyzję - zrobią nabór, a następnie skończą otwarte treningi. Dlaczego? Ponieważ zaczynali przygotowywać się do Mistrzostw Polski.

Dzięki doświadczeniom z zagranicznych turniejów i nowym taktykom oraz nieprzerwanym treningom, Syrenki podniosły swój poziom kilkukrotnie. Dzięki temu na III Mistrzostwach Polski w styczniu 2017 drużyna wygrała wszystkie cztery mecze i spowrotem została Mistrzem Polski.

Jednak wygrana w Polsce to dopiero początek. Treningi dały efekt, ale Syrenki czeka teraz prawdziwa próba. W marcu pojadą do Belgii na Puchar Europy. Czy dadzą radę pokonać drużyny z za granicy?

Nadszedł marzec, a wraz z nim przygotowania do Pucharu Europy. Wiedząc, że w grupie będą grały z drużynami Brizzlebears (UK), Antwerp A (Belgia), Paris Frog (Francja), Syrenki przejrzały ich grę na filmach w internecie i zaczęły przygotowywać taktyki pod ich style gry. Jednak ponieważ zaczęło się robić cieplej, piłkarze zaczęli wychodzić z domu i zaczęły się problemy z boiskiem.

W Belgii Syrenki zastały piękną pogodę. Bezchmurne niebo i całe dnie gry na otwartej przestrzeni zaskutukowały potem spalonymi ustami, ale grało bardzo przyjemnie. Mimo, że naszej warszawskiej drużynie nie udało się wyjść z grupy, to pokazała, że Quidditch w Polsce nie odstaje tak bardzo poziomem od zagranicy. Dzielnie walczyli i gdyby trafili na trochę inny zestaw drużyn to mieliby większe szanse na wygraną.

Drugiego dnia turnieju Syrenki zmierzyły się z drużyną OSI Vikings z Norwegii, z którą niestety również przegrały, a Vikingowie przebili się przez całą drugą dywizję i zostali jej mistrzami. Został jeszcze mecz dla tych którzy odpadli, w którym wygrywając z drużyną z Milano, Syrenki odniosły pierwsze polskie zwycięstwo na arenie międzynarodowej.

Wszyscy wrócili zadowoleni i pełni sił do dalszych treningów. Widzą ile im jeszcze brakuje, ale każdy jest gotowy się przyłożyć, poprawić i następnym razem Syrenki zajdą jeszcze wyżej. A na razie w maju organizują Slavic Cup.

Slavic Cup był sukcesem, zarówno organizacyjnie i jak pod względem rozgrywek, a Syrenki zajęły drugie miejsce, przegrywając w finale z drużyną Vangonauts składającą się z zawodników Vienna Vanguards i Aemona Argonauts. Było to ostatnie wydarzenie quidditchowe w Polsce w sezonie 16/17.

Na początku wakacji nadarzyła się kolejna okazja dla kilku Syrenek aby pokazać swój poziom i zobaczyć poziom silniejszych drużyn w Europie. W lipcu odbyły się European Games w Oslo w Norwegii. Reprezentacja Polski składała się w połowie z Syrenek i był to pierwszy większy turniej gdzie polska drużyna pokazała moc. Pokonaliśmy 3 z 4 drużyn z grupy C i zajęliśmy w sumie 11 miejsce na 15.

Powoli nadchodzi kolejny sezon, który będzie jeszcze bardziej obfity w okazje do rozgrywek. Już w listopadzie odbędzie się pierwsze Spotkanie Ligowe PLQ. Do tego czasu Syrenki będą ciężko trenować pod przewodnictwem nowego składu trenerskiego.